Dzień 5 Kupa radości

Dzień zaczęliśmy jak zwykle Jutrznia i śniadanie. Chwila na kawę lub herbatę (Bartek) i do pracy. Co dzisiaj w programie? Musiałem się spytać czy będzie praca z końmi gdyż jestem na nie uczulony i by jakoś żyć muszę brać leki na to. Okazało się, że nie lecz wychodząc z naszego klasztoru (mieszkamy w dawnym klasztorze pobernardyńskim) ciekawskie konie przyszły popatrzeć na nas a my na nie.

Dziś mieliśmy przygotować ołtarz polowy i łąkę na której jutro będzie się działo oj będzie a co?

Jutro jest dzień łączności z Lizboną dlatego będzie zawiązanie wspólnoty, Msza i koncert ,,Arki Noego” ale to dopiero po południu.

Ksiądz Bogdan wyznaczył mnie do skręcania z nim ołtarza polowego i no słuchajcie ten ołtarz jest genialny bo do stołu ołtarzowego w bardzo praktyczny sposób jest doczepiona kredensja czyli stolik na dary oraz ambona. Całość po rozłożeniu zmieści się do samochodu. Jako kościelny byłem zachwycony. Reszta ekipy zbierała siano i niespodzianki po koniach. Po złożeniu ołtarza dołączyłem do reszty i przypomniało mi się jak w Afryce nawoziliśmy miejsca na kawę pomiędzy bananami pastewnymi i nie tylko. Jako, że uwinęliśmy się szybko to mieliśmy dość dużo czasu do obiadu to obejrzeliśmy film o św. Antonim bo przecież jesteśmy tu u niego.

Po obiedzie i chwili przerwy przygotowywaliśmy się z jedną panią do jutrzejszej re… haaa dowiecie się jutro. Ale zajęło nam to trochę czasu. Kolację spędziliśmy z tą samą panią, której nie zapamiętałem imienia ale chyba Ewa. Opowiadała różne ciekawostki na temat sanktuarium oraz historii tego klasztoru. Czy wiecie, że ten św. Antoni tu czczony a raczej obraz był na bitwie pod wiedniem? I to sanktuarium powstało jako wotum za Wiedeń. Jest to jedno z nielicznych oryginalnie zachowanych rokokokowych wnętrz kościoła. Choć sam wolę styl gotycki i romański od barokowych form i gołych grubych dzieci ze skrzydałkami w ilości 5 na m2 ściany to robi wrażenie to, że pozorna symetria przenika się z unikatowością każdej dekoracji. Nie ma 2 takich samych ozdób.

Po kolacji poszliśmy na nieszpory. Dziś prowadził je Władek (po raz pierwszy i wyszło mu super) Na koniec zaśpiewaliśmy Salve Regina. Męskie głosy w tej pięknej świątyni przysparzają ciarki na rękach. Wieczorem dogadywaliśmy jeszcze szczegóły jutrzejszych wydarzeń i oglądamy teraz transmisje z Lizbony. Nie powiem ucieszyły mnie prawdziwe świeczki na ołtarzu ale gdy zaczęła się adoracja to 3 się nie paliły co podniosło mi ciśnienie ehhhh te kościelne skrzywienia.

Podzielę się kilkoma ciekawymi myślami papieża:

  • RADOŚĆ JEST MISYJNA hoho to coś o nas
  • NASZA RADOŚĆ MA KORZENIE – zaszczepili ją nasi bliscy, rodzice, przyjaciele i musimy ją dalej przekazywać
  • NIC NIE MA ZA DARMO (to do Poznaniaków chyba hehe) POZA MIŁOŚCIĄ CHRYSTUSA
  • PATRZEĆ NA KOGOŚ Z GÓRY MOŻEMY TYLKO WTEDY GDY POMAGAMY MU WSTAĆ


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Jedna odpowiedź do „Dzień 5 Kupa radości”

  1. Awatar Joa
    Joa

    Kupa radości może być misyjna!
    A radości jako zadanie do przekazania to tylko papa Francesco mógł zalecić !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *