Dzień 10 SZABLE MIAŁ KRZEST WZIOŁ

Do śniadania dzień wyglądał standardowo więc drogi czytelniku nie będziemy Ci zawracać tym głowy. Na śniadaniu Szymon zrobił takie naleśniko tortille z czymś w środku nie wiem co to było ale włożyłem tam jeszcze szynkę i pomidora i było kapitalne.

Praca- dziś dalej żywopłot z gryczpanu i lawenda pod Józefem. Po 4 minutach cięcia tym fajnym trymerem do gryczpanu plecy mi wysiadły i zacząłem robić coś innego czyli przycinać lawendę i oczyszczać cokół pomnika św. Józefa. Pracę umilał nam Bartek śpiewając piosenki sprzed 60 – 90 lat. Czy wiedzieliście, że melodia piosenki ,,Chłopcy Radarowy” jest starsza ? Znalazłem znowu kawałek miedzi. Bo tu proszę państwa dach remontowali i trochę miedzie znaleźliśmy a to miedź a nie mieć miedź mieć. Musieliśmy być ostrożni bo w dzwonnicy było gniazdo os. Ale OSP już było dogadane na 19. W międzyczasie przyszedł Szymon z kuchnie pomóc w ogrodzie ja poszedłem po nożyczki i minąłem się z nim. Poczułem spalniznę po czym Werka mi mówi, że Szymon za chwile przydzie. Przyszedł o wiele później znaczy, że dobrze wyczułem spaleniznę XD.

Na obiad był krupnik oraz takie spaghetti meksykańskie no cudo trochę ostre ale no po prostu łał. Po tym poszedłem w spanko. Bartek wziął się za lawendę Werka i Władek nie wiem co robili bo spałem. Następnie standardowo Adoracja Msza i kolacja już o 17.00 – doganiamy polskie szpitale. Wiecie co to jest pingwin? to jaskółka, która podjadała po 18. Więc kto wie może wrócimy trochę bardziej fit.

Następnie czekała nas rozmowa z ks. Bogdanem o najsłabszym ogniwie w łańcuchu i niespodzianka. Odprowadziliśmy bryczkę przestawioną 10 dni temu (aha musimy scene zabrać spod altany na łące ale nie powiem nikomu zobaczymy kto z nas czyta blogaska hehe) i ćwiczyliśmy kolejno krok szermierczy i dwie pozycje obronne. Ćwiczyliśmy kijami a mi z Bartkiem przypadła drewniana szabla. Odrazu przypomniały nam się słowa ze słynnego skeczu kabaretu Hrabi o egzamini ustnym i o tym, że Mieszko pierwszy SZABLE MIAŁ KONIE. Nagle weronika krzyknęła radoście STRAŻACY JADĄ ks. Bogdan poszedł wskazać gdzie jest gniazdo a my mieliśmy ćwiczyć. Szło nam moim zdaniem co raz lepiej ale ks. Bogdan mógł mieć inne zdanie. Ciekawi całej sytuacji wyszliśmy z hali na której odbywały się ćwiczenia pod dzownnice a tam pszczelarze TO ZNACZY strażacy w strojach ochronnych. Weronika dała znak ostrzegawczy, że ksiądz wraca to biegiem wróciliśmy na hale ćwiczeń.

Po tym poszliśmy na Konie ku uciesze Weroniki, która niemalże galopem biegła na padok. Gdzie rodzina Wiśniewskich (Pani Wiśniewska jest bardzo ważna) ćwiczyła jazdę konną. Ćwiczyliśmy zaufanie bo sami prowadziliśmy konia osobie która na nim siedziała. Po przejażdżkach nieszpór zakończony Salve Regina OGŁASZAM TO NOWĄ TRADYCJĄ AKMu. A teraz siedzimy na ganku bo jest piękny ciepły wieczór Konie jeszcze na łące a jest prawie 22. A jutro dojedzie do nas ktoś nowy.

Wieczorem pisałem tego blogaska na ganku widać tu wspaniałe gwiazdy.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *