Dzień zaczął się jak każdy: pobudka, poranna toaleta, jutrznia, śniadanie. Uczestnicy doświadczenia misyjnego nie wiedzieli jeszcze co ich czeka.
Po kawie, każdy udał się do swoich zadań. Szymon zabrał się za gotowanie pysznego obiadu, Filip do dalszego rżnięcia żywopłotu (tak, że plecy już go bolą), Bartek, Władek i Weronika do pielenia ogrodu, który pięknieje z każdym dniem.



Dzisiejsze pielenie jednak okazało się jednak wielkim odkrywaniem skarbów i wykopalisk. Znaleźliśmy mnóstwo metalowych blach, dziwnych zapomnianych przedmiotów.
Rozpoczęliśmy również pracę nad uporządkowaniem dość dzikiej już lawendy. Podobno ona uspokaja a spokój nam się przyda.

Po obiedzie mieliśmy prawdziwą kuźnię teologiczną. Ksiądz, cztery osoby z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i jedna planująca szkołę katolicką, na pewno stworzyły niepowtarzalny klimat w tym jakże zwykłym do tej pory budynku. Każdy z nas zrobił swój gwóźdź, a bez wprawy i to było wyzwaniem.





Każdy jest kowalem swojego losu. Metafora kuźni często jest wykorzystywana w społeczeństwie. Jest wiele warunków, które trzeba spełnić by ukształtować coś tak twardego jak metal czy charakter. Nie raz trzeba dostać z młota aby przybrać zamierzony kształt. Warto również mieć dobrego kowala, który będzie umiejętnie nas formował.

Czegoś my się dziś nauczyli. Ks. Bogdan był zadowolony. Oto dowód:

Dodaj komentarz