Poniedziałkowy poranek w Ratowie przywitał nas zachmurzonym niebem i kroplami deszczu uderzającymi o okna. Mimo tej sennej atmosfery udało nam się wstać z łóżek i rozpocząć dzień od tradycyjnej jutrzni przed cudownym obrazem św. Antoniego.
Chociaż w popularnej piosence można usłyszeć, że „w czasie deszczu dzieci się nudzą”, to tak nie było w naszym wypadku. Atrakcji mieliśmy co nie miara. W trakcie śniadania ks. Bogdan polecił nam zaopiekować się naczyniami liturgicznymi z zakrystii. Oczywiście nad realizacją tego wyjątkowego zadania czuwał Filip – niezastąpiony kościelny z dziesięcioletnim stażem. W ruch poszły, więc gąbki i niezbędne środki czystości, a ratowskie kielich, puszki itp. zyskały nowy blask.








Na chwilę przed obiadem w progach sanktuarium pojawił się nasz kolejny gość, który wraz z nami zjadł „talerz pożywnej zupki”, a zamiast „100 gram dobrze zmrożonej substancji” uraczył się dobrze przyrządzonymi stugramowymi klopsami. Gościem był nim ks. Radosław Zawadzki, kapłan diecezji płockiej z osiemnastoletnim doświadczeniem. Co go sprowadziło do Ratowa? Rzecz jasna – misje, bo jakże mogłoby być inaczej.

Nasz gość w 2009 r. wyjechał do Peru, gdzie przez 9 lat mieszkał w okolicach miasta Iquitos. Zazwyczaj Peru kojarzy nam się z górami, lamami i śmiesznymi czapkami. Nie taka była jednak codzienność ks. Radosława, gdyż miejsce jego działalności to dżungla i wielkie rzeki (to w tej okolicy swoje źródła ma Amazonka). Przy kawie i ciastku opowiadał nam o blaskach i cieniach swojej posługi, a my z zaciekawieniem słuchaliśmy jego historii. W czasie rozmowy zwrócił nam uwagę na to, że w misyjnej pracy ważne jest to, aby być z ludźmi i stawać wraz z nimi naprzeciw problemom, które ich dotykają – kwestie ekologiczne, zdrowotne, a także edukacja i bieda. Dał nam też inne spojrzenie na kwestie dotyczące głośnego synodu o Amazonii.


Oczywiście nie zabrakło niezwykle ważnych punktów naszego dnia, czyli codziennej adoracji i msza święta. Dzięki nim możemy podładować nasze baterie i zabrać się do dalszych działań.
Dzisiaj było jednak inaczej, bo pochmurna pogoda za oknem sprawiła, że mieliśmy więcej czasu na rozmowy. Wraz z ks. Bogdanem zastanawialiśmy się nad przyczynami kryzysów wśród mężczyzn i młodzież. Były to bardzo ciekawa dyskusja, która zakończyła się tuż przed kolacją.
Po nieszporach Filip zabrał się za prasowanie wypranej wcześniej bielizny kielichowej. Co ciekawe podczas tej czynności z łatwością rozpoznawał jej producentów (UrbanowiczHaft i Haftina). Taki kościelny to prawdziwy SKARB.


Od jutra czekają nas spore zmiany – w klasztornej kuchni rządzić będzie Szymon, a nasz skład powiększy się (koniec męskiego wyjazdu jest bliski).
W tym miejscu pozdrawiamy serdecznie zmierzającą do Ratowa Weronikę i życzymy jej bezpiecznej drogi.
Rozkręciliśmy zabytkową monstrancje ale nie wiedzieliśmy, że jest tak stara i weszliśmy do sklepiku i potem Bartek zwiedzał sklep z pamiątkami ale potem nie mógł zamknąć XD
Dodaj komentarz